Kibum POV
Rano obudziły mnie promienie słoneczne, które wpadały przez wielkie okno na przeciwko łóżka. Zerwałem się z miejsca rozglądając dookoła.
-Gdzie ja do cholery jestem?- wyszeptałem do siebie zachrypniętym głosem.
Spojrzałem na stolik nocny przyglądając się zdjęciu. Stało tam dwóch chłopaków obejmujących się, a zaraz obok nich stał uśmiechnięty blondyn. Był zadziwiająco podobny do... Zaraz! To jest Jonghyun! Nagle zza drzwi usłyszałem ciche kroki. Przerażony szybko opadłem z powrotem na łóżko, zamykając oczy. Usłyszałem pukanie, a po chwili ciche skrzypnięcie drzwi. Materac ugiął się pod ciężarem drugiej osoby, a moje serce zaczęło bić niebezpiecznie szybko.
-Kibum, wiem że nie śpisz- usłyszałem przejęty głos Jonghyun'a. Dopiero, gdy go usłyszałem poczułem niewyobrażalny wstyd. On na pewno wszystko wie! Przykryłem się kołdrą po sam czubek głowy, aby chłopak nie mógł na mnie patrzeć. Sam siebie się brzydziłem, to co dopiero on.
-Kibummie... Posłuchaj mnie uważnie. Przyrzekam, że nie zrobię ci krzywdy. Obiecuję, nie pozwolę, żeby ktokolwiek inny zrobił ci coś złego. Nie bój się mnie. Nie wiem dlaczego to robisz i nie będę nalegał, żebyś mi powiedział. Wiem, że możesz tego nie chcieć. Domyślam się o co może chodzić. Ale proszę cię- jego głos zaczął się załamywać- Nie rób mi tego. Nie pozwól, żebym się martwił. I proszę, nie graj przede mną. Nie udawaj, że wszystko jest w porządku, kiedy tak nie jest. To nie jest zdrowe. To ci szkodzi. - Nie mogłem uwierzyć w jego słowa. Czy to znaczy, że ktoś kogo znam zaledwie od paru godzin martwi się o mnie? I co to za dziwne uczucie, rozlewającego się ciepła w moim brzuchu? Chciałem powiedzieć mu całą prawdę. Stwierdziłem nawet, że powinienem to zrobić, jednak wiedziałem że jeśli tak zrobię, będzie miało fatalne skutki. Próbowałem powstrzymać łzy, cisnące się do moich oczu. Pociągnąłem cicho nosem, wtulając głowę w poduszkę. Mama zawsze powtarzała „Jeśli chcesz przetrwać, nigdy nie pokazuj swoich uczuć”. Przepraszam mamo, ja już dawno przegrałem.
-W porządku jest płakać. Wcale nie uczyni cię to słabym. Wręcz przeciwnie, staniesz się silniejszy. Uwierz mi.- zrzuciłem z siebie kołdrę rzucając się w stronę Jonghyun'a przytulając się do jego piersi. Teraz bez żadnych zahamowań rozpłakałem się jak małe dziecko. Blondyn przyciągnął mnie do siebie bardziej, głaszcząc mnie po włosach.- No już. Nie płacz. Wszytko będzie dobrze. Nigdy więcej nikt cię nie skrzywdzi, słyszysz?- pokiwałem twierdząco głową wycierając mokre policzki. Chłopak odsunął mnie od siebie, tylko po to aby spojrzeć mi głęboko w oczy. Spuściłem zawstydzony głowę, zagryzając nerwowo wargę.
-To wszystko nie tak miało być... Miałem tam pracować przez kilka dni, ewentualnie tydzień. Ja... robię to dla Soori. Nie miałem pieniędzy, ja...- przerwałem, a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza, a zaraz po niej kolejne.
-Dobrze, wystarczy. Już nic nie mów. Rozumiem- przygarnął mnie do siebie, kołysząc na boki.- Pomogę ci. Znajdziemy ci pracę, zaczniesz wszytko od nowa. Zostawisz za sobą przeszłość, ale musisz mi obiecać, że już nigdy więcej do tego nie wrócisz.
-Obiecuję- na potwierdzenie swoich słów ułożyłem rękę na sercu. Chłopak uśmiechnął się do mnie i pocałował mnie w czoło.
~*~*~
-Dobrze, w takim razie bierzcie tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Resztę wyrzucimy albo oddamy jakieś biedniejszej rodzinie.- chłopak zaklaskał w dłonie podchodząc do szafy z ubraniami- Ja pomogę Soori, a ty spakuj swoje rzeczy. - rozkazał.
Od poprzedniej rozmowy minął tydzień. Jonghyun pomógł stanąć mi na nogi, dzięki czemu ostatecznie skończyłem z prostytucją. Zapisał mnie nawet na terapię do psychologa, która małymi krokami pomagam mi wyjść z depresji. Blondyn postanowił sobie, że za wszelką cenę będzie się nami opiekował. Zaproponował nam nawet wspólne mieszkanie. Oczywiście kategorycznie odmówiłem, jednak on nie chciał słuchać żadnych sprzeciwów. Nie chciałem robić mu kłopotów.
-Kibum, co jest?- zapytał stając za mną.
-Hmm? Nic. -zbyłem go machnięciem ręki wracając do pakowania swoich rzeczy.
-Kibummmmm~
-Słucham?- zirytowany odwróciłem się do niego przodem, wlepiając swój wzrok w jego ciemne tęczówki.
-Jeżeli myślisz, że nic nie widzę to się mylisz. Widzę, że od rana chodzisz jakiś spięty. Coś się stało?
-Nie, nic się nie stało. Po prostu nadal uważam, że to zły pomysł. Jonghyun, ja rozumiem, że ty chcesz nam pomóc i bardzo to doceniam, ale nie uważasz, że to przesada? Przecież ty masz swoje życie, rodzinę, przyjaciół. No właśnie, co by powiedziała na to twoja matka?
-Bummie, gdybym nie chciał was u siebie, nie zaproponował wam tego. Mieszkam sam, jestem pełnoletni więc nic jej do tego. - spojrzał na mnie smutnym wzrokiem, wzdychając głośno- Ale jak tak bardzo nie chcesz ze mną mieszkać, to dobrze. Nie będę już nalegał.- odwrócił się na pięcie i chciał już odejść, lecz zatrzymałem go chwytając go za nadgarstek.
-Eh, wiesz, że nie o to mi chodziło. Nie chcę sprawiać ci jeszcze większego kłopotu...
-Kibum, mówiłem ci to chyba ze sto razy. Nie jesteście dla mnie żadnym kłopotem! Mimo, że znamy się niedługo, ja chcę się wami opiekować. Chcę z wami mieszkać i mieć was blisko siebie. Czy naprawdę jeszcze myślisz, że jesteście dla mnie kłopotem?
-No dobrze, niech będzie. - odpowiedziałem zrezygnowany, odwracając się na powrót w stronę szafy. Chłopak przytulił mnie od tyłu, a mnie przeszedł dreszcz. Było to chwilowe, ponieważ Jjong wrócił pomagać małej w pakowaniu. Co się ze mną dzieje?! Czemu jestem cały czerwony i dlaczego znowu czuję to niewyobrażalne ciepło gdzieś tam w środku? Jestem chory?
~*~*~
Po spakowaniu najpotrzebniejszych rzeczy wróciliśmy do domu. Jako, że nie chciałem być bezużyteczny, codziennie przyrządzałem obiady jak i sprzątałem w całym domu. Właśnie miałem zacząć przygotowywać składniki do Kimbap’u, lecz zadzwonił dzwonek. Postanowiłem otworzyć, gdyż zauważyłem, że Jonghyun zasnął razem z Soori na kanapie oglądając jakieś bajki. Poprawiłem szybko grzywkę otwierając drzwi. Moim oczom ukazała się wysoka , kobieta z poważnym wyrazem twarzy.
-Przepraszam kim ty jesteś i co tutaj robisz? –zapytała lustrując mnie swoim srogim wzrokiem. Zmieszany podrapałem się nerwowo w tym głowy.
-Kim Kibum- wyciągnąłem rękę w stronę kobiety, lecz ta spojrzała na mnie z wyższością uśmiechając się wrednie- Em, no i mieszkam tu.
-Ty chyba sobie żartujesz?! Gdzie jest Jonghyun? Zawołaj mi go natychmiast!- warknęła zdenerwowana kobieta, lecz gdy nadal nie ruszyłem się z miejsca brunetka odepchnęła mnie wchodzą w głąb mieszkania. Przerażony pobiegłem za nią nie wiedząc co robić. Stanęła jak wryta patrząc na śpiącą dwójkę. Odchrząknęła znacząco, lecz gdy to nie pomogło podeszła do chłopaka potrząsając jego ramieniem. –Kim Jonghyunie, obudź się!- krzyknęła, na co chłopak przestraszony prawie spadł z łóżka. Spojrzał na intruza z przerażeniem, jednak po chwili jakby otrząsając się z szoku spojrzał na kobietę, mierząc ją nieprzyjemnym wzrokiem.
-Co ty tu robisz?- powiedział oschle.
-Co to ma być?- wskazała gestem dłoni na mnie.
-Po pierwsze to kto, nie co. Po drugie mówiłem ci że masz tu nie przychodzić. – odwarknął.
-Może innym tonem gówniarzu! Jak śmiesz wpuszczać tu te przybłędy?! – spojrzałem na Soori która patrzyła na kobietę szklistymi oczami. Zeszła z kanapy i podbiegła do mnie, przytulając się do moich nóg. Przykucnąłem przy niej, biorąc ją na ręce po czym wytarłem jej mokre policzki. Jonghyun z nienawiścią spojrzał na swoją matkę, gromiąc ją wzrokiem.
-I widzisz co zrobiłaś?!- podszedł do nas próbując w jakiś sposób uspokoić małą, lecz ta cały czas płakała. – Nie możesz w końcu odpuścić? Nie rozumiesz, że to ci nic nie da?
-Nie będziesz mi robił wstydu! Znalazłam idealną kandydatkę, w piątek organizuję wasze przyjęcie zaręczynowe i masz tam być. I wyrzuć te sieroty z domu.- oznajmiła wychodząc z salonu. Kim podbiegł za nią szarpiąc za nadgarstek obrócił ją w swoją stronę.
-Jakim prawem ich tak nazywasz?! Oni na to nie zasługują! Przez tydzień dali mi więcej ciepła i miłości niż ty przez dwadzieścia cztery lat mojego życia! Wynoś się stąd! Wiedz, że nie masz już syna! – kobieta zaśmiała się gorzko patrząc na nas z pogardą.
-Nie łódź się, nigdy go nie miałam.- brunetka z uniesioną głową wyszła, a ja nie wiedziałem co zrobić. Spojrzałem na Jonghuna, który wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać. Chłopak, widząc moje spojrzenie spuścił głowę po czym wybiegł z mieszkania. Chciałem za nim pobiec, ale nie mogłem zostawić Soo samej w domu.
-Braciszku zostaw go. Gdyby chciał z tobą porozmawiać, zrobiłby to nie uciekając.- Czasem miałem wrażenie, że ta sześciolatka jest mądrzejsza ode mnie.
~*~*~
Spałem na kanapie czekając na Kim’a, który nadal nie wrócił, gdy nagle usłyszałem głośne trzaśnięcie drzwi frontowych. Przestraszony szybko zerwałem się z mebla, od razu kierując się w tamtą stronę. Zapaliłem światło na korytarzu, a moim oczom ukazał się Jjong, który z dziwnym wyrazem twarzy próbował zdjąć swoje buty. Trochę mu to nie wychodziło, ponieważ po chwili zaczął szarpać za sznurówki które jak na złość, nie chciały odpuścić. Kucnąłem przy nim rozwiązując mocno zawiązane sznurowadła. Chłopak jakby dopiero teraz mnie zauważył, patrzył na mnie z dziwnymi ognikami w oczach.
-Jonghyun, piłeś, prawda?- zapytałem, prostując się. Blondyn uśmiechnął się tajemniczo, podchodząc do mnie. Stanął bardzo blisko mnie, przez co chciałem cofnąć się do tyłu, lecz jego dłoń na moim nadgarstku mi to uniemożliwiała. Pochylił się nade mną, patrząc mi prosto w oczy. Jego ciepły oddech, owijał moje usta, wywołując dziwne dreszcze w okolicy karku. –Jonghyun, wszystko w porządku?- Zapytałem i zanim zdążyłem zareagować pochylił się, dotykając moich ust. W pierwszym odruchu chciałem go odepchnąć, lecz gdy delikatnie i z czułością składał na moich wargach słodkie pocałunki, sam zapragnąłem skosztować jego ust. Nasz pocałunek nie trwał długo, gdyż po chwili zabrakło nam powietrza, więc czy chcieliśmy czy nie musieliśmy go przerwać.
-Kibum…- szepnął cicho do mojego ucha ciągle drążącym głosem, przytulając mnie- Może to banalne, ale muszę to powiedzieć: Zależy mi na tobie. Nawet nie wiesz jak długo czekałem na to, żeby móc cię pocałować i powiedzieć to wszystko. – po chwili spojrzał mi w oczy i przejechał palcem po moim policzku, uśmiechając się tym swoim czarującym uśmiechem. Stałem w szoku, nie wiedząc co powinienem zrobić. Blondyn złapał mnie za nadgarstek prowadząc mnie do swojej sypialni. Co on chce zrobić?!
– Nie bój się, chcę tylko żebyś dziś przy mnie był. Tylko ten jeden raz, proszę- kiwnąłem lekko głową, po czym zostałem pociągnięty na duże, „małżeńskie” łoże. Jonghyun przykrył nas szczelnie grubą kołdrą, przytulając się do mnie. Już po chwili mogłem usłyszeć jego miarowy, uspakajający oddech. Ja, niestety przez długi czas nie mogłem zasnąć, przez swoje szalejące od dzisiejszych emocji, serce.
~*~*~
-Jonghyun oppa! Braciszek zniknął!- do pokoju, jak burza wpadła Soori w swoim różowym szlafroczku. Ziewając przeciągle, wyciągnąłem się, dopiero po chwili zwracając uwagę, na obejmujące mnie ramiona. Niemal od razu spłonąłem wielkim rumieńcem, przypominając sobie naszą wczorajszą „rozmowę”. Podniosłem się do siadu, wpatrując się w sześciolatkę z przerażenie. Boże, co ona sobie pomyśli?!
-Kibum, śpij- mruknął sennie. Jednak, gdy tego nie zrobiłem, wstał z niemym zapytaniem, patrząc się na mnie. Gestem głowy wskazałem na sześciolatkę, która wpatrywała się w nas z iskrzącymi oczkami. –O, cześć Soo.
-Woah~! Braciszek i Oppa są razem?! Wiedziałam!- krzyknęła rzucając się na nas z rozłożonymi małymi rączkami. Chciałem od razu zaprzeczyć, lecz Jjong mnie uprzedził.
-Jesteśmy razem?- to pytanie skierował wyłącznie do mnie patrząc na mnie tymi psimi oczami. Nerwowo zacząłem przegryzać wargę nie wiedząc co powiedzieć. Jonghyun spojrzał na mnie ostatni raz, jakby smutnym wzrokiem. Pogłaskał delikatnie małą po włoskach chcąc coś powiedzieć, lecz zanim zdążył cokolwiek powiedziec, odpowiedziałem:
-Tak, jesteśmy.- spuściłem, zażenowany, głowę. Nagle poczułem na swojej twarzy dłonie, które czule głaskały mnie po policzku. Niepewnie spojrzałem w oczy starszego, siłując się na lekki uśmiech. Chłopak odwzajemnił to niemal natychmiast, uśmiechając się szerzej. Ucałował mnie w czoło po czym zrobił to samo Soori.
-Wstajemy? Mam dla was małą niespodziankę.- odpowiedział dumnie, biorąc małą na ręce.- Tak, tak wiem. Nie musiałem, ale chciałem. Ubierajcie się, i wychodzimy!- rozkazał. Ubrałem Soo w odpowiednie, na tę porę roku, ubrania, po czym wyszliśmy. Blondyn podszedł do mnie, splatając ze sobą nasze dłonie. Spojrzałem na niego zdziwiony, lecz ten posłał mi jedynie lekki uśmiech, głaszcząc delikatnie kciukiem wierzch mojej dłoni. Po niecałych dwóch minutach, byliśmy na miejscu. Spojrzałem pytająco na Jjong’a, nie wiedząc czemu tu jesteśmy. „Neko cafe”. Czemu przyszliśmy do jego kawiarni tak wcześnie, i co to za niespodzianka?
-Cześć wszystkim!- krzyknął, zamykając za nami drzwi. Stanąłem z boku wraz z Soo nie wiedząc co powinienem teraz zrobić. – No dalej, chodźcie!- Joghyun objął mnie ramieniem, prowadząc nas w głąb lokalu.
-O, szefuńcio przyszedł!- krzyknął wysoki brunet.
-Widzę że dajecie sobie beze mnie radę- odparł zadowolony. – Tak trzymać! A właśnie! To jest Kibum, a to Soori.- podszedłem do mężczyzny wyciągając w jego stronę dłoń.
-Lee Jinki, ale mów mi Onew- chłopak uścisnął ją, uśmiechając się przyjaźnie. – Woah~ Ale słodka! – powiedział zachwycony wychodząc zza baru. Kucnął przy małej wyciągając do niej rękę.
-Soori- uśmiechnęła się słodko przytulając się do Onew. Chłopak zaskoczony, odwzajemnił jej uścisk uśmiechając się jeszcze szerzej.
-Jej, jaka ona słodka! Możecie ją do mnie częściej przyprowadzać.
-Nie martw się. Od teraz będzie u nas częstszym gościem. Właśnie, Kibum jest naszym nowym pracownikiem. Każ Yoonie przynieść jedno z tych nowych firmowych wdzianek .- rozkazał siadając przy jednym z wolnych stolików. Zająłem miejsce obok niego patrząc się na niego z niedowierzaniem.
- Ale jak to? Ja tu będę pracował? Naprawdę?- zapytałem, nadal niedowierzając.
-Mówiłem, że ci pomogę znaleźć pracę. A dzięki temu, będę mógł mieć cię cały czas przy sobie- nachylił się nade mną i ostatnie zdanie wyszeptał mi do ucha. Wyprostowałem się, nagle spuszczając zawstydzony głowę.
-Ooo~ Oppa, przyszedłeś nas sprawdzić? Przecież mówiłeś, że nie będzie cię przez dwa tygodnie- podniosłem głowę napotykając przy tym wzrok owej kobiety. Lustrowała mnie wzrokiem z lekkim uśmiechem.
-Park Yoona. Miło mi- wciągnęła w moją stronę swą zadbaną dłoń.
-Kim Kibum- uścisnąłem jej rękę, uśmiechając się szczerze. Dziewczyna szepnęła coś do ucha Jonghyuna, na co ten uśmiechnął się jeszcze szerzej, kiwając potwierdzająco głową. Yoona zaśmiała się głośno, podając mój „firmowy strój”.
-Po prawej masz toaletę, idź się przebrać- rozkazał, wskazując na rzeczowe drzwi.
[Pięć minut później]
-Kibum, wszytsko okej?- zapytał zniecierpliwiony Jjong.
-Nie wyjdę w tym. Wyglądam idiotycznie.
-Bummie, no chodź. Nie wstydź się~ No nie daj się prosić, bo sam tam wejdę~
-Dobra, już wychodzę- przekręciłem powoli klucz w drzwiach i niechętnie je rozchyliłem. Jonghyun przytulił mnie od tyłu układając podbródek na moim ramieniu.
-I jak wam się podoba mój kotek? Ja jestem zachwycony~ Właśnie, Onew przyniesiesz drugą niespodziankę?
-Jasne, już się robi- żwawym krokiem podszedł do jakiś drzwi. Nacisnął delikatnie klamkę biorąc malutką kulkę na ręce. Po chwili wrócił do nas stawiając ją przed nami.
-A to prezent dla Soo~- Powiedział zadowolony Jjong gdy zobaczył reakcję małej.
-To prezent dla mnie? Yay! Dziękuję! Jak się zwie?- zapytał nie odwracając wzroku od pieska.
-Jeszcze nie ma imienia, możesz sama ją nazwać.
-W takim razie nazwę ją Kibo!
Może i nie wiem co przyniosą następne miesiąc, ale przecież liczy się to co jest tu i teraz, a nie to co będzie za kilka lat. Nie mogę cały czas myśleć o przeszłości.
Wczoraj to historia, jutro to tajemnica, a dziś to dar losu, a dary są po to, żeby się nimi cieszyć~.
~Koniec.