Annyeong~!!! Po
prawie trzech miesiącach wróciłam z kolejnym rozdziałem.
Rozdział ten jest bardzo krótki, ponieważ opuściła mnie wena i jak na razie nie ma ochoty wracać, jednak wasze komentarze mnie zmotywowały! <3
Szczerze mówiąc wyszło beznadziejnie, lecz to sami już oceńcie.
Nie przedłużając, miłego czytania~
Rozdział ten jest bardzo krótki, ponieważ opuściła mnie wena i jak na razie nie ma ochoty wracać, jednak wasze komentarze mnie zmotywowały! <3
Szczerze mówiąc wyszło beznadziejnie, lecz to sami już oceńcie.
Nie przedłużając, miłego czytania~
BETOWANE~
-Kibummie, myślisz, że po tym wszystkim
mógłbym cię zdradzić? Jesteśmy ze sobą dwa lata i dla mnie, zawsze liczyłeś się
tylko ty. Kocham cię tak samo jak na początku, może nawet bardziej, więc proszę
daj mi szansę to wszystko wytłumaczyć. Pozwól mi, jeżeli kiedykolwiek mnie
kochałeś….- Jego głos się łamał, a usta wyginały się w dziwnym grymasie, lekko
przy tym drżąc.
-Masz pięć minut, Kim Jonghyunie.
Dumnym krokiem wspiąłem się po schodkach,
nie dając po sobie poznać jak bardzo obawiałem się tej rozmowy. Otworzyłem
drzwi wejściowe przepuszczając w nich chłopaka. Rozebraliśmy się z kurtek i
wolnym krokiem udaliśmy się do mojego pokoju.
- Trzy minuty- oznajmiłem beznamiętnie
siadając na łóżku.
-C-co? A tak! Więc od czego by tu zacząć….-
zastanawiał się na głos.
-Najlepiej od początku- spojrzał na mnie
smutnym wzrokiem przytakując lekkim kiwnięciem, po czym usiadł obok mnie ze
spuszczoną głową.
- Mia to moja była dziewczyna. Byliśmy parą
przez dwa lata Gimnazjum, lecz pod koniec drugiej klasy jej rodzicie nagle
oznajmili nam, że wyprowadzają się do Kanady.
Mimo wszystko nie chcieliśmy tego tak
kończyć, więc postanowiliśmy spróbować związku na odległość. Jednak po miesiącu
stwierdziliśmy, że to nie ma sensu i rozeszliśmy się.
Trzy dni temu wpadliśmy na siebie
przypadkowo w szkole. Nalegała na spotkanie, więc po którymś razie się
zgodziłem. Było to zwykłe spotkania po latach, lecz najwidoczniej ona widziała
to inaczej… Wczoraj, pod koniec lekcji podeszła do mnie i zaproponowała mi
ponowne spotkanie. Oczywiście wiedziałam o jaką formę tego „spotkania” jej
chodzi. Odpowiedziałem jej wtedy, że mam już kogoś, kogo bardzo kocham, lecz
ona nie dawała za wygraną. Pocałowała mnie… Wtedy zauważyłem ciebie i… Kibum…-
spojrzał na mnie chwytając mnie za rękę. – Kocham cię i nie chcę cię stracić.
Jesteś dla mnie wszystkim... – mimo że trzymał tylko moją rękę, czułem jak cały
drży. Przegryzłem wargę powstrzymując łzy.
-To nie wyjaśnia dlaczego mnie unikałeś,
wiem, że nie było żadnych treningów.- wyrwałem rękę z jego objęć, nadal nie
będąc przekonany do prawdziwości jego słów.
-Bummie, to wszystko nie tak.- zaprzeczył
szybko głową- Nie unikałem cię, po prostu miałem do załatwienia kilka spraw…
-W takim razie słucham- odważyłem spojrzeć
się mu w oczy, lecz to był błąd. Wiedziałem, że jak tylko w nie spojrzę będę
gotów wybaczyć mu wszystko, dlatego szybko odwróciłem od nich wzrok.
-Skarbie, ja nie mogę. To ma być
niespodzianka~
-W takim razie ci się udała. Wyjdź.
-Dobrze, już do dobrze. Za dwa dni nasza
rocznica i chciałem kupić ci coś wyjątkowego. Codziennie wędrowałem po różnych
sklepach, butikach, drogeriach. Aż w końcu znalazłem. – z kieszeni wyjął czerwone
pudełeczko i przykucnął przed moimi kolanami- Chciałem dać ci to w rocznicę,
ale myślę że ten moment też będzie dobry. Otworzył powoli pudełeczko, a mi
zaparło dech w piersi. – Kochanie, jesteś moim dniem i nocą, nadzieją na dalsze
życie, zawsze podnosisz mnie na duchu i nigdy nie opuszczasz. Kocham cię i
zawsze będę kochać takim jakim jesteś. Nigdy nie próbuj się dla mnie zmieniać.
Twoja miłość zawsze dodaje mi sił, jesteś moją pierwszą myślą, gdy się budzę i
ostatnią kiedy zasypiam. Jeszcze nigdy nie poznałem tak wspaniałej osoby, która
tak dobrze by mi doradziła i pomogła w trudnych momentach. Jeśli chodzi o
miłość i w jaki szczery, mocny sposób cię kocham, chyba nikt nie byłby w stanie
tego opisać… Kibummie, zostaniesz już ze mną do końca? – nie mogłem uwierzyć w
to co usłyszałem. To było tak piękne, że nie potrafiłem powstrzymać łez.
Wybuchłem głośnym płaczem rzucając mu się na szyję, przez co wylądowaliśmy na
podłodze. Przytulił mnie do sobie, chowając twarz w zagłębieniu mojej szyi. –
Czy to oznacza tak?
-TAKTAKTAKTAK!- Jonghyun zaśmiał się
serdecznie, odsuwając mnie delikatnie od siebie. Sięgnął do pudełeczka
wyciągając z niego dwie srebrne obrączki. Ujął moją dłoń w swoją i nałożył
delikatnie jedną z nich na mój palec.
-To co idziemy się teraz razem wykąpać?
-Czy ty sugerujesz, że śmierdzę?!- oburzyłem się.
-Czy ty sugerujesz, że śmierdzę?!- oburzyłem się.
-Nie. Jesteś cały przemoczony i gorąca
kąpiel dobrze ci zrobi.- skrzywiłem się lekko i przesunąłem palcami przez
włosy nad jego karkiem, czemu on zawsze musi mieć rację?
-Nie nazwałeś mnie "kotkiem".-
odparłem z wyrzutem. Na moje słowa uśmiechnął się nieznacznie, a ja schowałem
twarz w zagłębieniu jego szyi, dotykając wargami skóry w tym miejscu.
-Kiedyś ciągle mówiłeś mi, żebym tego nie
robił.- przypomniał, a jego dłonie przesunęły się z moich bioder na uda i z
powrotem.
-Ale teraz to lubię.- wymamrotałem i
prawdopodobnie trudno było mnie zrozumieć, ale Kim musiał to zrobić, bo
odpowiedział:
-Ok, kotku. - jego głos był miękki, pełen
czułości i sprawiał, że miałem ochotę nigdy się od niego nie odsuwać. – To co
idziemy?
- Jeśli mnie poniesiesz.- odpowiedziałem,
bo byłem zbyt leniwy, żeby gdziekolwiek się teraz ruszyć. Chłopak poluźnił mój
uścisk wokół niego, na co jęknąłem z niezadowoleniem, ale wtedy on odwrócił się
tyłem do mnie i powiedział:
- Wskakuj. Zachichotałem cicho, ale zacieśniłem znowu mój uścisk i oplotłem go nogami w pasie, a on złapał za tył moich ud, stabilizując mnie. Przymknąłem oczy, opierając głowę na jego ramieniu i nie przejmowałem się w tym momencie już niczym.
CDN…
_________________________________________________________________________________
_________________________________________________________________________________
Zapraszam
do komentowania <3
