Annyeong~!
Dziś przychodzę do was z One Shot'em mojej przyjaciółki <3
Hmmm, tym razem nie będzie to yaoi...
Opowiadanie jest o tematyce Yuri!
Wiem, że dużo osób tego gatunku nie lubi, ale myślę że warto to przeczytać.
Nie przedłużając zapraszam do czytania i komentowania~! ^^
Cześć, jestem głupią, młodą gówniarą, zakochaną po uszy w swojej przyjaciółce, pamiętam jak się poznałyśmy, jest ona właścicielką pewnej strony społecznościowej...ktoś sobie pomyśli "Ach te znajomości przez internet" zapewne skomentuje jeszcze to, że zakochałam się w dziewczynie. Przecież jeśli osobę się kocha, można zrobić dla niej wszystko to nie ważna jest płeć prawda?
Napisałam do niej ze zwykłych nudów, najśmieszniejsze jest to, że wtedy nie czułam pociągu do tej samej płci. Nasza znajomość pogłębiała się. Nawet na początku poczułam, że znalazłam bratnią duszę.
Niecałe dwa miesiące pisania z nią. Pewnego wieczora powiedziała 'CHYBA JESTEM BI'oczywiście przyjęłam te słowa jako efekt niezbyt dużej ilości alkoholu, 'NIBY MAŁO, ALE SZKODZI' pomyślałam. Po tym zdaniu zaczęłam zastanawiać się nad swoją orientacją. Zauważyłam, że moje serce przyspiesza kiedy napisze mi coś miłego, mimowolnie się uśmiecham, czasami rumienię ciesząc się, że nie widzi moich czerwonych policzków. Po prostu...zauroczyłam się nią, próbowałam wiele razy wybić sobie dziewczynę z głowy, ale za każdym razem gdy nie chciałam o niej myśleć uderzała w moją wyobraźnię ze zwiększoną siłą. Minął kolejny miesiąc...zakochałam się, tak, zakochałam. Nawet nie wiedząc co robię rzucałam jej aluzje, w jednej wyznałam jej miłość, kiedy wspomniała o tym wystraszyłam się nie na żarty. Ale oczywiście znalazłam wymówkę. W pewnym momencie znajomości...przyznałam się, że jestem bi, śmieszne prawda? Odziwo zostałam zaakceptowana. Teraz nie uwierzycie...nawet nie wiem jak...z dnia na dzień stałam się jej dziewczyną. To było odjechane! Czułam się cudownie!
3 miesiąc związku czas kiedy upiłam się cukierkami z czystą i pisałam do niej głupoty jakich świat nie widział.
4 miesiące po rozkwicie naszego związku nadal było jak na początku. Wyjechała do pracy, nie mogłam się z nią kontaktować, zniosłam to dosyć...ciężko, ale zniosłam, tęskniłam jak za nikim innym!
5 miesiąc...dokładnie ostatniego dnia 5 miesiąca naszego cudownego związku zerwała, po prostu zerwała. Czułam się...tak właściwie w ogóle się nie czułam, to była cholerna pustka, zupełnie...z mojego serca polał się ból, pamiętam to, całą noc przepłakałam, następną też i następną...i tak dalej...minęły całe wakacje, planowałyśmy spotkanie, ale ona zrezygnowała trochę za szybko...
Po mega długim czasie znowu zaczęłyśmy pisać, szło to ciężko. Wiele razy wzbudziła we mnie zazdrość. Za każdym razem byłam w stanie destrukcji, niszczyłam to co miałam w rękach.
Dziwiło mnie tylko to jak się o mnie martwiła...pewnej nocy miałyśmy cholernie szczerą rozmowę. Wyznała mi miłość...hahha...jestem jej ukesiem, a ona moim semesiem...
Nie mogę uwierzyć! Planowanie się udało, przyjechałam do niej na ferie...siedzę wtulona w nią pod kocem...nigdy nie czułam się bardziej szczęśliwa niż teraz...wkońcu dostałam miłość...szczerą...dostałam te dwa najważniejsze słowa...KOCHAM CIĘ...